Leon pozostał wzorem salonowej ogłady. Nienagannie skrojonym garniturem. Uosobieniem megalomanii i kultury. Żywym podręcznikiem stoicyzmu. Płynem do płukania ust o smaku arktycznej mięty. Wyciszonym wagonem pełnym tybetańskich-
Ot, potrafił zamortyzować każdą towarzyską katastrofę. Nawet tą, która właśnie rzuciła to ordynarne zdanie o utrzymankach. Uśmiech na jego twarzy nawet nie drgnął i wyglądał, jakby usłyszał uroczą, acz nieco już nużącą anegdotę dziecka.
A jednak w środku, pod grubą warstwą zbyt drogich perfum, jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Otaczali ich ludzie, którzy tylko czekali na pęknięcie jego wizerunku. Vanessa była przewidywalna, a potrzeba odegrania się na mężczyźnie, który porzucił jej matkę, gdy ona sama wchodziła w okres dojrzewania, z każdym rokiem stawała się coraz bardziej męcząca.
Prawdziwym problemem tego wieczoru był stojący obok niej Viktor.
W żołądku Vespera narastała paranoiczna grudka strachu. Ze wszystkich nędzarzy w Los Angeles, z całej tej rzeszy spłukanych dzieciaków z nocnych klubów, jego własna córka musiała przyprowadzić właśnie jego dilera. Czy Viktor wiedział, co robił? Czy ten bezczelny chłopak w koszuli za parę centów uważał, że będzie mógł go teraz szantażować?
Starał się opanować sytuację, a jednak, gdy zauważył, że chłopak gapi się na jego czoło z tym swoim upiornym zamyśleniem, poczuł impuls irytacji. Wystudiowanym gestem uniósł dłoń i przeczesał włosy na skroni, upewniając się, że każdy kosmyk leży dokładnie tam, gdzie powinien. Nie zamierzał pozwolić, aby zepsuli mu czterdzieste urodziny.
Wrócił wzrokiem do córki i zanim odpowiedział, zlustrował ją krótkim spojrzeniem.
⠀⠀⠀– Mogłabyś chociaż dzisiaj sobie darować – na jego twarz powrócił idealnie wyważony uśmiech, który nie zdradzał ani grama irytacji. – Po prostu nie blokujmy przejścia kelnerom, kochanie. Chodźcie, bar jest otwarty. Eszter pewnie umiera z nudów, a tobie, Viktor, na pewno przyda się coś do picia.
Leon wyglądał, jakby aranżował luźną rozmowę, choć w rzeczywistości po prostu nie był pewien, co innego mógłby teraz z nimi zrobić. Para ani drgnęła. Zamiast nalegać, westchnął i uniósł dłoń, dając Eszter krótki znak, żeby do nich dołączyła.
⠀⠀⠀– Dobrze cię widzieć w nieco bardziej oficjalnych okolicznościach – rzucił do Viktora z ledwie wyczuwalną ironią. Jego salonowy uśmiech minimalnie zwęził się w kącikach ust. – Dzwoniłem do ciebie parę dni temu. Dalej szukasz dodatkowej pracy? – pytanie miało zabrzmieć neutralnie i Leon pilnował, aby właśnie tak było.
Temat był zupełnie bezpieczny - zwykłe zlecenie, na które ktoś taki jak on powinien rzucić się bez mrugnięcia okiem. Zatrudnienie go było idealną okazją, aby wybadać, co ten dzieciak robił z jego córką i czego właściwie oczekiwał, pojawiając się z nią na jego urodzinach. Pokład pełen marszandów i reżyserów był najgorszym możliwym miejscem na tego typu konfrontacje.
Ku niezadowoleniu córki, zaczął półgębkiem tłumaczyć mu szczegóły. Wyjaśniał, że Eszter potrzebuje absolutnego spokoju do pracy twórczej, że dotychczasowa ekipa remontowa doprowadzała ją do szału i że potrzebowała kogoś dyskretnego, kto mógłby przychodzić wieczorami.
Viktor oczywiście nie był ani pierwszą, ani ostatnią osobą, do której Leon dzwonił w tej sprawie. Kiedy chłopak kilka dni temu zignorował jego telefon, po prostu załatwił na przyszły tydzień innych fachowców.
Właśnie zmienił zdanie. Diler w mieszkaniu jego kobiety był mniejszym ryzykiem niż diler u boku jego jedynej córki. Z perspektywy Leona umawianie się z nim na położenie farby opierało się na tych samych zasadach, co zamawianie towaru.
Gdyby sprawa wyszła na jaw, gdyby ktoś z obecnych gości dowiedział się, że wielki krytyk sztuki załatwiał towar od dzieciaka z marginesu, spadłby na dno towarzyskiej hierarchii. Choć wszyscy doskonale wiedzieli, jak działał ten świat, choć całe wyższe sfery śmierdziały potopem stymulantów, nikt nie mówił o tym głośno. Potrzebowali tego gówna nie po to, żeby uciec od rzeczywistości, ale żeby trzymać pion podczas wygłaszania przemów o Hopperze i udawania oazy spokoju przed bandą sępów z Malibu.
Eszter zobaczyła dokładny moment, w którym Leon przywołał ją gestem dłoni. Gdy przez ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały, w odpowiedzi usiłowała dyskretnie przekazać mu odpowiedź: nie prowadź mnie w jej stronę. Trzymaj ją ode mnie z daleka.
Nic z tego. Leon czekał na nią zaraz przy wejściu do sali, moment później raz jeszcze ponaglając ją wzrokiem. W przeciwieństwie do niego, Eszter nie potrafiła tak idealnie ukrywać emocji. Między jej brwiami pojawiła się lekka zmarszczka. Aby jakoś to zamaskować, po prostu zamówiła u barmana kolejnego gimleta z podwójnym ginem i dużą ilością lodu. Potrzebowała czegoś kwaśnego, co sparzy jej gardło, nim do nich podejdzie.
Zderzenia z Vanessą zawsze były okropne. Córka Leona była od niej młodsza o zaledwie kilka lat i ta mała różnica wieku od początku budziła między nimi czystą nienawiść. Dla Vanessy Eszter była tylko kolejnym kaprysem starzejącego się ojca. Z kolei dla Eszter córka Leona była niczym więcej, jak rozkapryszonym dzieciakiem, które nie miało pojęcia, jak wygląda prawdziwy świat.
Odebrała od barmana kieliszek i bardzo niechętnie ruszyła w ich stronę. Kiedy znalazła się w pobliżu, w pierwszej chwili zdawała się całkowicie ignorować obecność dziewczyny.
Dopiero po kilku sekundach przesunęła wzrok ku sklejonej ze sobą parze i mimowolnie zatrzymała go na Viktorze. Chłopak wydał jej się rażąco niedopasowany do reszty towarzystwa; w tłumie identycznych facetów w wyprasowanych garniturach miał w sobie coś, co po prostu przykuwało jej uwagę.
Ciepłe, znajome palce Leona oparły się na jej biodrze, a potem przesunęły się na jej talie, łapiąc ją w pozornie czułym uścisku, ona zaś uniosła kieliszek do ust i wzięła łyk ginu. To była gra pozorów. Gdy przyciągnał ją bliżej, pochylił się minimalnie i szepnął jej prosto do ucha:
⠀⠀⠀– Nie mam pojęcia, co on tutaj robi. Nie powinno go tu być.
Eszter drgnęła. Zerknęła na niego kątem oka, starając się ukryć nagłą ciekawość. Zanim jednak zdążyła jakkolwiek zareagować, Leon z powrotem nałożył na siebie maskę gospodarza.
⠀⠀⠀– Viktor, poznaj Eszter. Eszter, to Viktor, dzisiejszy partner mojej córki.
Eszter uniosła szklankę i wypiła kilka kolejnych łyków ginu, tym samym kończąc swojego drinka. Spod lekko przymrużonych rzęs najpierw popatrzyła prosto na Viktora, a potem zawiesiła wzrok na Vanessie i jej wielkich, zielonych oczach. Wszystko wskazywało na to, że chłopak, którego przyprowadziła, był tu jedyną niespodzianką, której Leonowi nie udało się zaplanować.
Patrzyła na nią dłuższą chwilę, po czym powoli przeniosła spojrzenie z powrotem na Viktora.
Nikt nie podał nikomu dłoni. Żadne z nich nawet o tym nie pomyślało. Eszter miała to zresztą gdzieś. Jeszcze przez chwilę przyglądała się wysokiej, smukłej sylwetce chłopaka, po czym mruknęła cicho:
⠀⠀⠀– Ciekawe. Vanessa nieczęsto wygląda na tak zadowoloną – stwiedziła spokojnie, zwracając się prosto do Viktora. Kąciki jej ust drgnęły ku górze. W jej głosie dało się wyczuć obcy akcent. – Jak to zrobiłeś?