⠀⠀Leon Vesper urodził się w roku, w którym radio wałkowało A Hard Day’s Night Beatlesów, Kalifornia zaczynała przekonywać młodych ludzi, że narkotyki i brak planu na życie to rodzaj filozofii, a amerykański rząd coraz szybciej wysyłał ich rówieśników do Wietnamu. Był synem znanego architekta i wykładowczyni fizyki teoretycznej, w wieku 29 lat obronił doktorat z historii sztuki na UCLA, a dekadę później miał już własną galerię przy Beverly Boulevard i reputację człowieka, którego zainteresowanie potrafiło w kilka miesięcy zmienić nieznanego artystę w kolejną fascynację miasta lub całkowicie pogrzebać jego karierę.
Nigdy nie potrafił malować. Fakt, że w oficjalnych broszurach muzealnych jego nazwisko drukowano drobnym, eleganckim szeryfem, tuż pod logotypami globalnych banków, w znacznej mierze rekompensował tę osobistą porażkę.
Jego relację z Eszter można było nazwać miłością od pierwszego wejrzenia – choć w praktyce wyglądało to nieco mniej romantycznie. Leon bardzo szybko się nią zachwycił. Eszter potrzebowała trochę więcej czasu, żeby zorientować się, jak wiele rzeczy potrafił załatwić jego zachwyt.
To nie znaczy, że go nie lubiła. W gruncie rzeczy był całkiem dobrym kochankiem i jeszcze lepszym kuratorem, a cały ten układ wydawał się opłacalny dla ich obojga: on miał młodą artystkę, w której mógł się efektownie zakochać, ona – uwagę, kontakty i wygodę, na którą nigdy nie mogłaby pozwolić sobie sama. Problem w tym, że Leon w końcu wpadł w to trochę bardziej, niż wypadało. A że miał wystarczająco dużo pieniędzy, aby pomylić kryzys wieku średniego z nowym etapem życia, wszystko zaczęło powoli wymykać się spod kontroli. Głównie tej należącej do Dobos.
⠀⠀ Właściwie nie powinna mieć na co narzekać. Jeszcze rok wcześniej spała w tanich mieszkaniach, paliła najtańsze papierosy i przez większość czasu żyła na debecie. Jej prace, choć zbierały dobre opinie, pokazywano głównie w małych galeriach i opuszczonych lokalach wynajmowanych na jedną noc za śmiesznie niskie pieniądze. Potrafiła zmienić kilka obrazów, projektory oraz światło w doświadczenie, a nie nudną wystawę – i idealnie wstrzeliła się przy tym w moment, w którym LA zaczynało kochać takie instalacje o wiele bardziej niż klasyczne wernisaże. Ludzie nie chcieli już po prostu oglądać obrazów. Chcieli świateł, muzyki i poczucia, że uczestniczyli w czymś wyjątkowym lub trochę pretensjonalnym. Jej estetyka była na topie.
Teraz paliła Vogue’i, jeździła wypożyczonymi samochodami, chodziła na drogie kolacje i po raz pierwszy od bardzo dawna miała na koncie więcej pieniędzy, niż potrzebowała na przeżycie kolejnego miesiąca. Jeszcze chwilę wcześniej zdarzały się momenty, że ledwo było ją stać na materiały do pracy. Teraz miała najlepszy sprzęt, profesjonalne nagłośnienie, techników ustawiających za nią światła i ludzi rezerwujących wejściówki na jej pokazy z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Jej instalacje zaczynały być wydarzeniami, o których pisała połowa kulturalnej prasy w mieście.
⠀⠀Lokalne środowiska artystyczne przyjęły ten awans ze świetnie ukrywaną pogardą. Młodzi artyści, u których jeszcze chwilę wcześniej piła tanie piwo, nagle zaczęli traktować ją z dystansem i dziwną uprzejmością. Wielu z nich obserwowało jej nagły sukces z przekonaniem, że czeka ją wyjątkowo przewidywalna katastrofa. Być może, w przeciwieństwie do niej samej, znali już podobne historie. Ci zaś, którzy normalnie nie zwróciliby na nią żadnej uwagi, zaczęli bardzo dokładnie przyglądać się jej obrazom. Głównie po to, aby ustalić, czy były aż tak dobre, żeby sam Leon Vesper chciał ją regularnie pieprzyć. Większość dochodziła do wniosku, że nie.
Sam Vesper najwyraźniej uważał inaczej.
⠀⠀Przez ostatnie miesiące czuła się trochę tak, jakby Los Angeles uderzyło ją prosto w twarz i zostawiło w stanie pomiędzy szokiem a przyjemnym otępieniem. Popularność uderzyła jej do głowy, a miesiące zaczęły zlewać się w jedną długą noc przerywaną drogim alkoholem, seksem i kolejnymi instalacjami, o których ludzie mówili coraz więcej. Płynęła w tym nurcie właściwie bez większego problemu, na wpół świadoma, co właściwie dzieje się z jej życiem i dlaczego została tutaj o wiele dłużej, niż planowała. Była tym tak otumaniona, że nawet tamto coś, co zwykle czaiło się gdzieś na uboczu jej umysłu, od pewnej chwili po prostu zamilkło. Co było dziwne. Dostali przecież uwagę i tłumy ludzi stojące godzinami pośród jej obrazów. Dostali dokładnie to, czego chcieli.
⠀⠀⠀⠀Ząlążek otrzeźwienia poczuła dopiero w chwili, kiedy po raz pierwszy stanęła sama w nowym mieszkaniu na szóstym piętrze Higgins Building. Budynek oddano do użytku zaledwie rok wcześniej, niedługo po tym, jak deweloperzy skończyli przerabiać to stuletne gmaszystko przy Main Street na luksusowe mieszkania dla ludzi z wystarczająco dużym kapitałem na koncie. Wnętrze miało ponad cztery metry wysokości, niemal sto metrów przestrzeni użytkowej i zapach nowości, którego przez kolejny miesiąc nie zagłuszył nawet smród regularnie palonych papierosów. Podłoga z polerowanego betonu błyszczała chłodnym światłem. Wszystko było ogromne, otwarte i sterylne, a ściany działowe ukrywające łazienkę pod nadbudowaną antresolą pomalowano zimną, deweloperską bielą. Nad aneksem kuchennym pięły się wąskie schody prowadzące na antresolę, na której miała urządzić sypialnie. Na dole planowała pracownie i coś, co miało przypominać salon.
⠀⠀Gigantyczne okna otwierały widok na budzącego się potwora - nowiutką galerię Walt Disney Concert Hall, która znajdowała się zaledwie kilka przecznic dalej, na Bunker Hill. Południowe słońce tak mocno odbijało się od jej stalowych ścian, że kobieta z każdym dniem coraz poważniej myślała o kupnie zasłon. Na razie jednak widok na nią wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać kulturalny pępek świata. Z dołu dobiegały klaksony, szum aut, zapach jedzenia i krzyki niosące się od strony Skid Row. Kilka pięter pod nią miasto było brudne i niebezpieczne.
Kupno tego mieszkania było modne w inteligentny sposób. Trochę ryzykowne. Trochę pretensjonalne. Leon Vesper był przekonany, że Eszter to pokocha.
I jeśli uznać, że to właśnie dzięki tej nowej przestrzeni od trzech tygodni znowu tworzyła coś, co wciągnęło ją w proces twórczy tak mocno, że niemal nie jadła i praktycznie nie spała, można powiedzieć, że miał rację. Problem polegał wyłącznie na tym, że ten stan – bezsenność, napięcie i resztki ekstazy – przypominało raczej początek załamania nerwowego niż twórczy trans. Przestrzeń w jej umyśle, która przez ostatnie miesiące pozostawała cicha, znowu zaczynała budzić się do życia.
Nie była pewna, co dokładnie się z nią dzieje. Wiedziała za to, że ekipy remontowe załatwione przez Leona od ponad tygodnia regularnie waliły do jej drzwi o absurdalnie wczesnych porach i że zeszłego ranka otworzyła im w samej bieliźnie, każąc wypierdalać z nieznaną sobie ordynarnością.
⠀⠀Vesper odwiedził ją jeszcze tego samego popołudnia. Gdyby nie komplet kluczy, który posiadał, prawdopodobnie nie wysiliłaby się nawet, aby otworzyć mu drzwi. Pusta przestrzeń mieszkania w ciągu zaledwie jednej doby wypełniła się naczętymi płótnami, ciągnącymi się przez podłogę kablami i kubkami pełnymi zimnej kawy. Do niektórych z nich wrzucono brudne pędzle.
Mężczyzna wyglądał, jakby stan, w którym ją zastał, jednocześnie go zachwycał i niepokoił. Ona zaś była po prostu zirytowana jego obecnością. Miała podkrążone oczy, nieobecny wyraz twarzy i w tamtej chwili zupełnie nie przypominała kogoś, kto stał się nową fascynacją artystycznego Los Angeles. W ciągu jednej godziny najpierw się pokłócili, później uprawiali seks na prowizorycznym materatu rzuconym na antresolę, a jeszcze później dyskutowali o dwóch pierwszych obrazach jej nowego projektu – ona stojąc z boku, oparta o ścianę, on bezpośrednio przed jedną ze sztalug. To ostatnie działało na Eszter najlepiej. Jego uwagi były uważne, konkretne i momentami trafne.
⠀⠀Stał przed obrazami, jednocześnie poprawiając na nadgarstku zegarek. Za jego plecami wielka, futurystyczna galeria odbijała późnopopołudniowe światło. Eszter leniwie śledziła wzrokiem jego reakcje, bez większego zaciekawienia błądząc pomiędzy obrazami a jego twarzą.
Pierwsze płótno przedstawiało pusty hotelowy basen. Większość przestrzeni zajmowała ciemna tafla wody i białe plastikowe krzesło stojące przy samym brzegu (zbyt jasne na tle całej reszty). Dopiero po chwili wzrok zaczynał wyłapywać pod powierzchnią wody coś przypominającego ludzką sylwetkę. Eszter miała w planie przepuścić przez obraz ruchome światło projektora, tak, aby w końcowym efekcie tafla wyglądała, jak gdyby naprawdę odbijała światła hotelowych lamp.
Drugi obraz był pionowy. Przedstawiał starą windę o proporcjach tak wydłużonych i ciasnych jednocześnie, że perspektywa stawała się dziwnie niekomfortowa. Wnętrze było zbyt wąskie i zdecydowanie zbyt głębokie, a przestrzeń w środku rozciągnięto o kilka metrów za daleko. Spomiędzy na wpół zamkniętych drzwi przebijał fragment czegoś przypominającego ludzką dłoń, choć farba w tym miejscu była na tyle rozmazana, że nie dało się tego jednoznacznie określić.
Eszter błądziła wzrokiem pomiędzy obrazami a Vesperem, zauważając lekką zmarszczkę na jego czole, skupiony wyraz twarzy i siwiznę przebijającą spomiędzy ciemnych kosmyków włosów. Co jakiś czas mówił coś o kompozycji albo o świetle. Nawet teraz wyglądał elegancko.
W przeciwieństwie do niego, ona wyglądała jak kompletna katastrofa i jedynie na wpół wystylizowana obojętność, która nie opuszczała jej twarzy, nadawała jej wyczerpaniu pewnej elegancji.
Leon po chwili wrócił do niej wzrokiem i wtrącił coś o obiedzie, który zaplanował na następny dzień. Nie mogła nie zauważyć, że bardziej oznajmiał niż pytał. Potem dodał coś jeszcze o tym, że wyglądała, jakby od tygodnia żywiła się wyłącznie nikotyną i amfetaminą. Komentarz był niestety zbyt trafny, żeby mogła potraktować go poważnie.
⠀⠀ – Właściwie to tylko nikotyną.
Słysząc to, uśmiechnął się pod nosem i po raz raz ostatni poprawił mankiety koszuli, po czym nachylił się nad nią i pocałował ją w kącik ust.
⠀⠀ – To nawet gorzej.
Eszter odsunęła się od ściany dopiero w momencie, kiedy sięgnął po leżące na kuchennym blacie klucze. Nie powiedziała mu wprost, że powinien już iść i cieszyła się, że nie musiała tego robić.
Po jego wyjściu mieszkanie wydało jej się absurdalnie ciche.Jeszcze przez chwilę stała nieruchomo pośród kabli, przyglądając się pierwszemu obrazowi, ciemnej fakturze wody i niewyraźnej sylwetce znajdującą się gdzieś pod jej taflą, nim ruszyła do łazienki, zrzuciła z siebie ubrania i weszła pod prysznic.
Nie wspomniała Leonowi, że nie pamiętała momentu, w którym ją namalowała.